1190
dzień
wyprawy



kategorie wiadomości

  • Ściana 2013
  • Brevety 2011
  • Nad morze 2011
  • Rower poziomy
  • Go to Hel 2010
  • Ogólne



  • newsy
  • o co chodzi ?
  • uczestnicy
  • możesz pomóc



    sponsorzy i wsparcie

  • MilionYou.com
  • Prywatne Zdrowie
  • PRM południe
  • FHU Telkom
  • riders.pl
  • PGR




  • Oglądaj, kręć, zarabiaj - MillionYou.com


    strona    [1]   -   2   -   3   -   4   -   5   -   6   -   7   -   8   -   9   -   10   -   11   -   12   -   13   -   14   -   15   -   16   -   17   -   18   -   19



    dodane 2013-05-11 09:49:41 przez : gemsi

    Singiel ( kategoria : Ściana 2013 )


    W celu wyeiminowania  nudy, oraz w obawie o to że mógłbym sie za mało zmęczyć, postanowiłem te kilkaset kilometrów przejechać singlem. Aby był zdatny, musiałem wprowadzić kilka zmian:

    - zamiana tylnej zebatki z 14T na 16T - to pociągnęło konieczność wymiany łańcucha

    - zamontowanie z tyły hamulca, najłatwiej było z tarczowym - to pociągnęło konieczność zmiany klamki 

    - wymiana tylnej opony z 22c na 1.75"

    - zamontowanie bagażnika - tytaj konieczne było uzycie tylko troche perforowanej tasmy stalowej




    dodane 2013-05-09 09:37:22 przez : gemsi

    Zbrojenie ( kategoria : Ściana 2013 )

    że niby ma być unplugged, ale jakoś telefon trzeba naładować :) ładowarka rowerowa

     




    dodane 2013-05-08 22:50:09 przez : gemsi

    PM meeting ( kategoria : Ściana 2013 )

    Z racji różnych wariacji, zastanawiam się nad wyjazdem, byłem bliski oddania wyjazdu walkowerem, na szczęście (to się jeszcze okaże), koledzy wyperswadowali mi głupoty, plączące się po mojej głowie. Tak więc wygląda na to, że trasa będzie przebiegała następująco

    Suwałki - Sokółka

    Sokółka - Narewka

    Narewka - Koterka (chyba, bo niewyraźnie zapisane)

    Koterka (chyba, bo niewyraźnie zapisane)- reszta rozmaznae nie umiem rozczytać, 

    niemniej jednak dziennie będziemy robić 120km (Heniu, tak na prawdę to 100, nie martw się tą dwudziestką :) ), jedziemy unplugged, czyli bez elektroniki... no ok, bez elektroniki w rowerach. Generalnie pod hasłem co ma być to będzie...




    dodane 2013-01-12 03:29:36 przez : gemsi

    Ściana wschodnia 2013 ( kategoria : Ściana 2013 )

    ekhm... 
    rok 2012 był ubogi w aktywności związane z pedałowaniem. Przyznaję uległem pokusie biegania. Przebiegłem ponad dwa i pół tysiąca kilometrów. P R Z E B I E G Ł E M… zaliczyłem kilka kontuzji, kilka półmaratonów, jeden maraton. Natomiast konsekwentnie omijałem rower. Oczywiście, przytrafiło mi się kilka krótkich incydentów rowerowych, ale nie zasługują one na to, aby poświęcić im chwilę uwagi.
    Mamy rok 2013. Kolejny koniec świata odhaczony w kalendarzu, tak więc spokojnie mogłem przystąpić do nieśmiałego planowania wypraw rowerowych. W 2012 roku nie udało mi się zbytnio eksploatować roweru, natomiast 2013 wygląda dosyć obiecująco.
    Jeszcze nie wiem jakim pojazdem udam się w podróż. Póki co zaplanowano, że, iż:w podróż wyruszajo:
    - ja (czyli Henry) - rower poziomy + przyczepka
    - on (czyli, również, Henry) - tłenty najner + poczucie humoru
    - hu nołs kto jeszcze...
    po trasie generalnie i zasadniczo wiodącej wzdłóż ściany wschodniej naszej ojczyzny.Planowane scenariusze:
    Zaawansowany : Start ze stolycy, poprzez Małkinię, Gołdap, w kierunku jak poniżej...
    intermidiate : Gołdap w kierunku na Lublin (cel, owiany tojemnicom)...
    light : organizator nie przewiduje takiego etapu…
    Generalnie będzie lajtowo (ang. lightowo), bo będziem poruszać się jak nam się będzie chciało, bez napięcia, w kierunku z punktu początkowego do końcowego. Pobudki o świcie, czyli gdzieś w okolicach godziny 4:43 rano. W miarę możliwości bez łączności GSM/GPS/GPRS/UMTS/LTE. W warunkach idealnych (do dyskusji, bez zaangażowania wauty, czyli co złowim to zjem)

    cdn…




    dodane 2011-08-04 00:33:54 przez : gemsi

    film z wyjazdu ( kategoria : Nad morze 2011 )

    Get Flash to see this player.






    dodane 2011-07-31 19:27:35 przez : gemsi

    podsumowanie ( kategoria : Nad morze 2011 )

    Jakoś nie za bardzo miałem humor i okazję zeby opisać trzy ostatnie dni, więc postaram się to teraz nadrobić. Wyjazd z Gdyni zaliczylem o 9:30, o 10:00 umówiłem się ze Stormem na Monciaku w Sopocie, posiedzieliśmy trochę i ruszylismy w stronę Krynicy Morskiej. Przed nami nielada zadanie, przebić sie przez trójmiasto, Trójmiasto jest fajnie ościeżkowane, jednak ścieżka co chwilę krzyzuje sie z uicami i jest pełna świateł, na dodatek gdzieś w gdańsku następuje moja skucha i w pewnym moencie okazuje się że znowu jesteśmy w Sopocie. Nic to napieramy. Mniej więcej po ponad 3 godzinach udało nam się wyswobodzić z objęć trójmiejskiej ścieżki i lądujemy na drodze do Świbna, w Świbnie przeprawa promowa, o dziwo nie musimy czekać, wpadamy na prom jako ostatni i po prostu przeprawaimy się przez martwą Wisłę. Powoli dojeżdżamy do Mierzei Wiślanej. W Sztutowie zaczyna konkretnie padać. Zatrzymujemy się na kr†óki posiłek i w deszczu ruszamy do Krynicy. Do Krynicy przybywamy nieco zmoczeni deszczem, ale może to i dobrze, bo gospodyni pola namiotowego kroi nas tylko na 15 zeta od głowy i proponuej jeszcze gorącą herbatę. Rozbijamy namioty, gorący prysznic, no i poszliśmy się powłóczyć po "mieście",  dowiadujemy się że tu leje od tygodnia, a my od momentu wyjazdu ze Szczecina w zasadzie deszczu nie widzieliśmy. Znaczy się jest fartownie.

    Dzień 6 - Krynica - Nowe Bagienice

    Pobudka o godzinie 7:00, nie jestem zbytnio wyspany, noc była ciepła, ale całą noc padało. Po porannej toaecie, zrobiłem krótką wycieczkę do sklepu aby zaopatrzyć się w prowiant na sniadanie i na podróż. Po powrocie ze sklepu zwijam obozoiwsko, kolega Storm obudził się bez wspomagania. Przygotowuje sobie śniadanie patrząc jak Storm się składa, deszcz już nie pada, niemniej jest mokro. W czasie śniadania powstaje kolejny spór na temat techniki jazdy itd. w końcu żeby uciąć bezsensowną dyskusję, proponuję żebysmy do Giżycka jechali każdy w swoim tempie i to zweryfikuje czyj sposób jest efektywniejszy.
     Poranną krzątanine kończymy szybko, i jedziemy do portu w Krynicy. Na miejscu jesteśmy 50 minut przed początkiem "rejsu".
    Zaczyna padac, obsługa wpuszcza nas na pokład, mocujemy rowery, zaczyna się schodzić tłum ludzi pragnących popłynąć do Fromborka ( w Krynicy podobno leje od tygodnia), jestem zdziwiony ilością ludzi którzy decydują się na podróż tym środkiem transportu ( stary metalowy kuter rubacki z 1967 roku, przerobiony na statek pasażerski). Rejs trwa półtorej godziny, ale wda na zatoce jest spokojna, więc podróż mija szybko, czytam gazete, bo nie ma co robić, jest mgisto i pochmurno, więc podziwianie widoków nie wchodzi w grę.
    Docieramy do Fromborka i dowiaduje się że Storm zmienił zdanie i wraca do domu, trudno więc, pożegnaiśmy się krótkim "czesc" i pojechałem w stronę Braniewa zastanawiając się jak jechać dalej, Giżycko byo pomysłem Storma, mnie ta miejscowość szczególnie nie urzeka. Sprawdzam mapę i wychodzi mi że na najkrótsza droga do Białegostoku wiedzie przez Mrogowo. Pogoda bezdeszczowa, jest pochmurno, ale widać przejaśnienia. Z Braniewa ruszam na Pieniężno a potem Lidzbark Warmiński. Droga jest pagórkowata, wszak to warmia. W Lidzbarku zatrzymuję się na obiad i w eleganckiej restauracji ( lub kreującej się na taką), rozsiadam się na jakiś czas. Po godzinnej przerwie ruszam w kierunku Jezioran, przed jezioranami mijam popegeerowskie wsie, w rowach i na łąkach rosną olbrzymie chwasty, Barszcz Sosnowskiego, straszne świństwo przywiezione z Kaukazu, czuję się jakbym jechał przez skażone tereny, W końcu docieram do Jezioran, kontrast w porównaniu z sąsiednimi wsiami jest ogromny. Z Jezioran na skróty jadę do Biskupca, a na skróty oznacza przez miejscowość, która się zwie Miejska Wieś. No i jest Miejska Wieś, a za nią wiejska droga, klepicho między polami, ale na szczęście ubite i poza tym że koła kilka razy buksuje na podjazdach to jedzie się komfortowo. Z Biskupca jadę w kierunku Mrogowa i tam okazuje się że będę musiał wjechać na drogę krajową na której jest zakaz poruszania sie rowerami, ale trudno, mam do przejechania mniej niz 30 km, więc w razie draki, będe się tłumaczył przed policją, wjechałem na DK udając że nie widzę znaku z rowerem w czerwonym kółku i zauważyłem że jade w przeciwnym kierunku. W takim przypadku samochodem musiałbym szukać najbliższego zjazdu, z rowerem miałem do pokonania pobliski rów i dojście do drogi lokalnej. Rów przebyłem ale moje nogi ugrzęzły w błocie do kostek :), wyswobodziłem się z uścisku matki ziemi, wróciłem do znanego mi już skrzyżowania i pojechałem w drugą stronę. W drugą stronę również był zakaz jazdy rowrem, ale droga szybko zmieniła się w zwykłą jednojezdniową krajówkę, a ten zakaz to był raczej na przyszłość. Po 3 km wyprzedził mnie radiowóz na sygnale, zjechał na prawo, z pojazdy wyskoczyła pani policjantka i nakazała mi zjechać na pobocze. No to narozrabiałem, okazało się że jeśli chodzi o szybkość to nie ma problemu :), natomiast zacząłem byc odpytywany na okoliczność oswietenia, zaprezentowałem tylniego CatEye'a  Pani Policjantka zapytała o przód, pokazałem latarkę, Pani Policjantka nakazała zainstalowanie i pozwoliła udać się w dalszą trasę. Ruszyłem na przód rozglądając się po okolicy. Zastanawiałem się gdzie spać, a poniewaz spodziewałem się tłumów w Mrągowie, więc zdecydowałem się na pole namiotowe w Nowych Bagienicach ( 6km przed Mrągowem). Kemping przygotowany pod Niemców, czysto, cicho, WiFi, trawa gęsta i równo przycięta, teren ogrodzony, gorąca woda, marzenie podróżnika :). Rozbiłem obozowisko walcząc z komarami, udaem się pod prysznic po czym udałem się na zasłużony sen.

     

    Dzień 7 - Nowe Bagienice - dom

    Pobudka o 4:00 ( jak jestem na wyjeździe tak lubie), daję sobie 15 minut na  dobudzenie, powoli uruchamiam się do życia. Jest wilgoć, ale nie pada i nie padało, namiot jest suchy. Poranna toaleta i powoli zbieram obozowisko. Dzięki temu że namiot robiłem przy słupku z gniazdkiem elektyrcznym ( prawdziwy rarytas), włączam telefon na ostatnie ładowanie. Stawiam wodę na kuchence i w trakcie gotwania sie wody montuje bagaż na rowerze. Robię herbatę, smażę kiełbaski, wciagam spore śniadanie. Jeszcze raz rozglądam sie po uroczym i spokojnym zakątku w jakim przyszło mi rozbic ostatnie już obozowisko w czasie tej podróży. Poranna krzątanina zajęła mi mniej więcej półtorej godziny. Przemieszczam się z załadowanym rowerem w stronę bramy poa namiotowego. Dochodząc do bramy zauważam że brama i furtka są zamknięte, nie ma żadnego przycisku, po prostu wszystko zabite na głucho. Zacząłem się rozgladać po podwórku. W końcu znalazłem drzwi z napisem "Prywatne", zlokaizowałem przycisk dzwonka i postanowiłem obudzić gospodarza. Zanim jednak nacisnąłem dzwonek wewnątrz domu zaczął szczekać, pies. Bo barwie głosu śmiem twierdzić że było to wielkie bydle. W każdym bądź razie, akcja się powiodła, gdyz brama zaczęła sie otwierać i byłem wolny. Ruszyłem w strone Mrągowa. Z racji tego że było bardzo wczesnie ( około 5:30), ruch byl niewielki, niebo pochmurne, wszystko sprawiało wrażenie przytłumionego i w związku z tym komfort jazdy był średni. Niespiesznie przejechaem około 50ciu km i w miejscowości Rozogi zatrzymałem sie w przydrożnym Barze, gdzie zapodałem sobie kawe i pączka. Słońce już ładnie świeciło. Po tej krótkiej przerwie ruszyłem w kierunku Ostrołęki. Mimo tego że od Bagienic jechałem cały czas "czerwonymi" drogami krajowymi, drogami które nie posiadały pobocza, jazda była dosyc przyjemna. Samochodów było niewiele, a mazurskie krajobrazy działały bardzo kojąco. Kolejne 50 km przejechałem w tempie równie umiarkowanym ( ~19,5 km/h). W samo południe dojechałem do Ostrołęki i postanowiłem zjeść obiad ( byłem juz od 8h na nogach i miłem przejechane nieco ponad 100 km) w restauracji Kwadrans. Odpoczynek w ostrołęce zajął mi około godziny. Pogoda utrzymywała sie na tym samym poziomie, było słonecznie, ale nie upalnie, pogoda wymarzona do podróży. Kolejny etap podróży miałem zaplanowany do Małkinii, przez Ostrów Mazowiecką. Wiedziałem że o 15:54 odjeżdża pociąg Kolei Mazowieckich do Warszawy Wilenskiej i chciałem na niego zdążyć. Droga do Ostrowii ciągnęła się niemiłosiernie, w pewnym momencie stwierdziłem że nie zdążę na w/w pociąg, więc przestałem sie denerwować i napinać. Opadłem nieco z sił, wydaje mi się że problemem było złe nawodnienie. W końcu dowlokłem się do Ostrowii, wyciągnąłem z plecaka zachomikowaną na kryzys fiolkę z wyciągiem z Guarany, bachnąłem fiolke, popiłem dużą ilością wody i ruszyłem w kierunku Małkinii. W sumie nie wiem co pomogło, czy guarana, czy woda, czy może moj nastrój nagle sie poprawił, w każdym bądź razie droga do Małkinii przeleciała w oka mgnieniu. W Małkinii Dolnej na zjeździe zauważyłem podążający za mną rower. Zacząłem przyspieszać, rower trzymał się dalej, widziałem że walczy żeby mnie dojść. W końcu po 1 km odpuściłem, dojechał do mnie rowerzysta i zapytał się co to za cholera, że tak szybko jeździ, no i zaczęła sie cała opowieść. Na oko rowerzysta by moim rówieśnikiem, zapytałem o droge do dworca. Zaaferowany i zaciekawiony zjawiskiem człowiek powiedział że mi pokaże gdzei jest dworzec. Rozmawiając o rowerach i problemach z wiązanych z utrzymaniem wagi własnego ciała ( :) ), dojechaismy do dworca, pod dworcem zostałem zaanonsowany jako człowiek który przyjecha ze Szczecina. Zaczynało gęstnieć, wokól mojego roweru zebrała sie grupa 5ciu lokalesów. Przeprosiłem ich i poszedłem do kasy zakupic bilet. Pan w kasie, który pełnił równierz rolę zawiadowcy sprzedając mi bilet zapytał : czy tego cudaka to sam zbudowałem i znowu sprzedaż biletu sie nieco przedłuzyła, ale było bardzo miło.
    Wyszedłem z budynku dworca, tłum się nieco przerzedził, został tylko człowiek który mi pokazał dworzec, jeszcze chwile porozmawialismy. Pan powiedział że on to tak sobie jeździ od dwóch lat, bo postanowił nieco zrzucic z masy i że w zeszłym roku zrobil 9000 km i bynajmniej nie wpisuje tego na BS :).
    Spokojnie i niespiesznie przeszedlem na peron, a tam okazalo sie ze jest jeszcze jakis wczesniejszy pociag jadący do Warszawy Wilenskiej i jest to zwykły skład elektryczny bez przedziałów, więc bez problemu załadowałem się do niego razem z całym bagażem. Do Warszawy dojechałem bez problemu i w zasadzie w luksusowych warunkach. Z Warszawy - Praga przez Wilanów i Las Kabacki ruszyłem w stronu domu, łącznie nakręcajac w ostanim dniu 190 km, a cała wycieczka zamknęła sie 905 km.

     

    podumowanie

    22.07 - Piaseczno - Dw. Wawa Centralna - 17,0 km
    23.07 - Szczecin Dąbie - Dziwnówek - 82,4 km
    24.07 - Dziwnówek - Dąbki - 153,5 km
    25.07 - Dąbki - Rowy - 71,6 km ( Storm zażądał postoju po 6 km )
    26.07 - Rowy - Wejherowo - Nowy Dw. Wejherowski - Sopot - Gdynia - 154,6 km
    27.07 - Gdynia - Krynica Morska - 91,2 km
    28.07 - Frombork - Nowe Bagienice - 145,1
    29.07 - Nowe Bagienice - Malkinia + Warszawa Wilenska - Piaseczno - 190,0 km



    strona    [1]   -   2   -   3   -   4   -   5   -   6   -   7   -   8   -   9   -   10   -   11   -   12   -   13   -   14   -   15   -   16   -   17   -   18   -   19



    2010 (c) by gemsi